Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.4.djvu/072

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


VII.
U piramidy, lśniącej, jak gromnica,
W gronie tych duchów widzę kształt młodzieńca:
Przedziwna piękność przystraja mu lica,
Choć ani śladu kraśnego rumieńca...
Lecz na nim stara nie błyska zbroica —
Więc to nie postać skityjskiego jeńca?
Nie! po tej skroni, po ócz tych zadumie
Duch mój późniejsze wieki poznać umie.

VIII.
Nie! to Alastor... Wśród ciszy pustynnéj
O mur się oparł i zgłębia początek
Tych prawd najświętszych, którym świat jest winny
I nić nadziei i miłości wątek...
Nie! to Alastor, co mózg swój wciąż czynny
Zmienił na święty współczucia zakątek
I ludzkiej nędzy, ludzkiej łzie, co płynie
Ze krwią zmieszana, postawił świątynię.

IX.
Nie! to Alastor!... Cyt!... słuchaj... pieśń żywa!
To osamotnień czarująca ręka
Do takiej pieśni ulubieńca wzywa...
I oto drzewo zamrożone pęka
I skronie liściem zielonym okrywa,
A tam chór kwiatów przed natchnionym klęka,
A tu ondiny z mitycznych powstają
Dumań i razem z Alastorem grają:

X.
»Wszystko, co żyje, w hymn się wzniosły składa:
Powietrze, gwiazdy i złociste słońce,
Wody czerwone, gdy nad niemi włada
Majestat zorzy, roniąc perły wrzące,
Lasy i pola i stworzeń gromada —
Nawet owady, jako proch niknące —