Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.4.djvu/066

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie zakłócały zaświatowe żądze.
I była rozkosz, związana ze życiem —
Słodkie zachwyty bez szałów weselnych,
Jakie sprawiają niebieskie wrzeciądze,
Które na szczycie Golgoty odmyka
Konającego dłoń Nazarejczyka.

XV.
Tak więc spoczęła w wielkim popielniku
Starego świata władczyni, a po niéj
Kaskada nowych promieni wytrysła;
Pełno tęczowych barw w każdym promyku,
Bijącym jasno od wybladłej skroni,
Którą cierniowa korona przycisła —
Smutne świadectwo, że na poświęcenie
Lud własny rzuca swych przekleństw kamienie.

XVI.
I w płaszcz królewski dla podłej igraszki
Przyodzianemu, śród twardych gościńców
Spieszyć kazali i życie mu wzięli.
Patrzajcie! między strupieszałe czaszki
Stawili pręgierz i w gronie złoczyńców
Jako złoczyńczę i jego rozpięli,
I, gdy źrenica blednieje już z bólu,
Złorzeczą jeszcze: Bądź pozdrowion, królu!...

XVII.
A on przekleństwa kamieniem nie rzucił
Na tę brać swoją, co śmiała mu chłodzić
Puharem żółci jego spiekła wargę,
Jeno powiekę ku niebu odwrócił
I jął w mgle jego źrenicą swą brodzić
I przede Stwórcą szeptać cichą skargę:
Ojcze! dziś oni godziny me liczą,
Lecz niech im będzie krew moja słodyczą!...