Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.4.djvu/050

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Owijającą się naokół głowy,
Jak zórz porannych wieniec purpurowy
Wokoło słońca, kiedy światów senność
Idzie rozpraszać i spokój grobowy;
Wiem, że tam władnie ta życia płomienność
Swem hasłem: wieczność treści, chociaż form odmienność.

XIV.
Wiem, że, co ginie, nie ginie daremnie;
Że te promyki, co się dzisiaj stliły,
Jutro rozjaśnią i rozgrzeją ciemnie
Światłem i ciepłem młodocianej siły —
Że te odarte dziś z kwiatów mogiły
Jutro przybytkiem będą zmartwychwstania
I będą szatą weselną świeciły,
Wiem, i od zwątpień ta myśl mnie ochrania,
Że z ziarn, co dzisiaj padły, znów się źdźbło wyłania.

XV.
Więc obojętność swojej ręki chłodnéj
Na mojem sercu bijącem nie złoży,
Ażebym dzisiaj, nowych blasków głodny,
Spragniony wielkiej, czystej myśli bożej,
Która nam złoty, wiosenny raj stworzy,
Popadł w grób smutnych przeświadczeń, złamany!
W imię nicości, którą świat się trwoży,
W zmroku i we mgle jesiennej chowany,
Nie pragnę się zatopić w obłoku Nirwany.

XVI.
Nie stracę wiary w poranek odrodzeń,
Choć mgieł się ciemnych tyle dziś pokładło
Na senną ludzkość, że z jej skarg, zawodzeń,
Krających w bruzdy tę jej skroń pobladłą,
Jużby noc wieczną mi wróżyć wypadło;
Nie stracę wiary — o nigdy nie stracę,
Choć nad zagadnień treścią nieodgadłą