Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.4.djvu/047

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zimnej zastygną! Na ich wątłem ciele,
Które wiatr jutro rozproszy bez wieści,
Niech się ironią pierś twoja nie pieści!
Nie pragnij konań powolnych widokiem,
Gdy w każdem tchnieniu tysiąc skarg się mieści,
Zamrażać w sercu człowieka głębokiem
Zdrój życia, który raźnym płynąć ma potokiem.

IV.
O prędzej! prędzej! Przyspiesz takt symfonii
Posępnych skonów: niech głuche rozjęki
Wierzby bez liści i trawy bez woni,
Jezior bez blasków i róży bez miękkiéj
Sukni czerwonej, nie hamują ręki
Młodej zbyt wcześnie — o niechaj nie kłócą
Swymi akordy wesołej piosenki,
Którą wybrańcy dni wiosennych nucą,
Nim dłonie twe swym chłodem w zwątpienie ich rzucą

V.
Zbliża się jesień... Ach! nie znam przyczyny,
Dlaczego wówczas dopiero w swą własną
Zaglądam duszę, gdy horyzont siny
I gdy się chmury zwieszają nad jasną
Powierzchnią wody, kiedy gwiazdy gasną
Z okiem przymglonem i gdy liść opada;
Dlaczego witam tę chwilę, jak przaśną
Uciech godzinę? Czemu na to »biada«,
Brzmiące dokoła, pierś ma hymem odpowiada?

VI.
Czyż obraz śmierci, co dzisiaj zawisnął
Zblakłemi usty na sennej postaci
Tej smutnej ziemi i tak ją przycisnął
Kościstą dłonią, że aż oddech traci,
We mnie się jeszcze w swą grozę bogaci
I tak, jak siebie, obojętnym czyni