Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.4.djvu/046

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


IV.

Z PRZYJŚCIEM JESIENI.

I.
Zbliża się jesień. Ten duch, co nad bytem
Nikłych wszechstworzeń niezłomnemi prawy
Od samych włada początków, błękitem
Budząc w nich życie słonecznym, śród wrzawy
Wichrów szumiących i śród deszczów łzawéj
Wysłał ją pieśni: niech na lice świata,
Choć jeszcze ogniem się pali, swój mgławy
Zarzuci welon i potem niech splata
W śmiertelny uścisk rękę — twardą rękę kata...

II.
Zbliża się jesień i na pustej roli —
Bez fal pszenicznych, które wiatr wiosenny
Z taką kołysał pieszczotą, powoli
Ślad swoich kroków wyciska brzemienny:
I oto gaśnie ostatni, promienny
Jaskier, co farb swych pożyczał od słońca:
Ostatnia róża w pochmurny, strumienny
Wpatrzona kryształ roni łzę i, drżąca
Na widok własnych kształtów, oczekuje końca.

III.
O prędzej, prędzej, ty zniszczeń aniele!
Niechaj od razu te kwiaty w boleści