Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.3.djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


To on! to miły! to luby!
Wsuwa mi ramię pod szyję
I budzi!...
To on! to sprawca szczęścia i mej zguby
U szyi wieńcem — nie! wężem się wije,
Pas z biódr mi zrzuca, piersi wargą brudzi
I miłosnymi mnie łudzi
Śluby.

Z słów jego jaka opiłość!
Jakie mnie szumy mirtowe
Rozpieszczą!
Nie! nie! nad mirtu szumiącą pochyłość —
Nie! nad te palmy, co wyniosłą głowę
Poddają wiatrom i, ich słodkim dreszczom
Uległszy, słodko szeleszczą,
Miłość!

Blask tego żaru, co w ciemię
Raził mą duszę, nad rzeki
Głąb jasną —
Ponad ten Nil mój, który w ciszy drzemie,
Gdzie kraj ten piękny, ach! a tak daleki,
Jaśniejsza miłość... Ojczyzna za ciasną —
Dla niej rzuciłam swą własną
Ziemię.

Niecny! niewierny! niewdzięczny!
Z dziecięciem wygnał mnie z domu
W pustynię...
Pójdę!... Faraon tłum ma stutysięczny,
Złociste zbroje, miecze, jak błysk gromu,
A każden z mężów, lew, ze siły słynie,
Ryś, co zdobyczy nie minie,
Zręczny.

Wpadną na wszystko, co żywe,
Na stada owiec, na sługi,