Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.3.djvu/022

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wciąż sumienia głos mnie budzi,
Każe ziarna siać co żywo,
Mnie ten wieczny posiew nudzi,
Ja nie wierzę w przyszłe żniwo...


CHÓR AMSZASPANTÓW.

Oromazie, zwątpień gad
Zrodził się w duszy człowieczéj
I szlachetny zalał ślad
Potokiem trującej cieczy.

Już się mglisty wznosi kłąb,
Nasze się gwiazdy ściemniają,
Już piekielny zadrżał zrąb,
Aryman pędzi z swą zgrają.

Oto przyszedł zmroku czas,
Złote się słońce zapada,
Tyś wygnała sama nas,
Biada ci ziemio — o biada!...


ARYMAN.

Jestem zwycięzcą!... odwieczny Zerwane,
Ten sam, co jemu przed tylu wiekami
Siły zaklęcia udzielił, dziś ranę
Moją zabliźnił i zwycięstw laurami
Okrył me czoło... Dziś rzucam otchłanie,
W których mnie chóry Ormuzda zawarły
I śpieszę głogi siać na kwietnim łanie
I świat żyjący przemieniać w umarły.
Dzisiaj wyzionę trujące potoki
Na płody słońca, od razu poniszczę
Świetne ich barwy i wyssię ich soki —
I wszystko będzie jak zgliszcze! jak zgliszcze!...
Ten ród człowieczy, co dzisiaj mnie woła,
Co Oromaza miał bronić przedemną;