Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/421

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
315
WOJTEK SKIBA

I wy to pewno w porządku znajdziecie
Gdy przed ideą, która trzosem wabi
Gną się nie tylko tacy ludzie słabi,
Jak moja miłość, lecz i one zbawców
Społecznych wzory, co mają... skrzek żabi,
Patryotycznie broniąc wszystkich ssawców —
Że ja też część tę pocznę od kupców i krawców...

IV.
Nie mogłem, wiecie, stać się nieśmiertelnym,
Choć dotąd wierszy-m napisał bez liku;
Zawsze goniłem w rozpędzie piekielnym
Na swym skrzydlatym, Bóg wie, gdzie, koniku —
Gdzie promieniącą w przeczystym promyku
Jakaś tam miłość, jakaś prawda władnie —
Wprawdzie bez łokcia, jarmarcznego krzyku,
Bez tych zachwalań, które płyną składnie,
Jeżeli zwłaszcza dudka usidlić wypadnie.

V.
Więc może wtedy, gdy, wytrzeźwion z jazdy
Onej niezwykłej, każę leźć swej szkapie
W stronę, gdzie kupiec, licząc złote gwiazdy
W żelaznej szafie, w łysinę się drapie,
Lub zadumaną twarz ukrywa w łapie,
By poetyczne zataić wzruszenie,
Które zbyt chętnie wyśmiewają gapie,
Może więc wtedy — o precz wszystkie cienie! —
Nieśmiertelności na mnie spłyną stąd promienie.

VI.
A więc od kupców — macie we mnie posła
Kupieckiej cześci i kupieckiej sławy.
Jakaż to rozkosz szlachetna, podniosła,
Gdy zbraknie cukru, herbaty lub kawy,
Liści bobkowych, gwoździków do strawy,
Kminku, imbieru, pieprzu, cynamonu,