Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/322

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
216
JAN KASPROWICZ

Tak-ci, mówię, już chodzi po wsisku,
Że nie z swego pieczenie wej! smażę,
Żem czerwona, jak burak, na pysku,
Że starszemu harować wciąż każę;
Wyjdę w święto w francuskiem chuścisku,
Juści w plotkach tak jestem, jak w skwarze.

»Ej! nie dziwy! nie żadne to dziwy!
Może chodzić w francuskiem chuścisku;
Szwagier w pracy zaledwie jest żywy« —
Tak naokół gadają po wsisku —
»Już to pewnie jest człowiek szczęśliwy,
Gdy tak pstroszy się w obcem gnieździsku...«

Bóg wam zapłać! Bóg zapłać za szczęście!
Juści ze mnie jest człowiek szczęśliwy!...
Niech grom bije w takowe zamęście!
Lepiej było rwać w domu pokrzywy,
Lepiej ściskać przy żarnach te pięście,
Niźli w obcem królować — o, dziwy!...

Jaka rozkosz i jakie to fety!
Lepiej ściskać przy żarnach te pięście,
Lepiej wietrzyć żydowskie gdzieś bety,
Tępić zęby, jak psina, o chrzęście!
Uczyń rozdział... posłuchaj kobiety,
Będzie rozkosz w chałupie i szczęście.

Krótki-ć, mówią, jest rozum niewieści,
Ty — zrób rozdział... posłuchaj kobiety!
Najmilejszy! najmilszy!... boleści
Już tu czuję, boleści — o rety!
Czuję owoc pod sercem się mieści,
Przyjdzie synek... Posłuchaj kobiety...

A na kogo haranie to całe?
Na ten owoc, co tutaj się mieści —