Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/284

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
178
JAN KASPROWICZ

Kiedy sługa przepomni swą chwilę!...
Czas ci w drogę! a jeszcze-ć powtórzę
Nie co więcej, ino, słuchaj! tyle:
Żadne ciebie strzedz nie będą stróże,
Strzeż ty duszy, strzeż, jak oka w głowie,
A teraz czas ci w drogę« — matula jej powie.

Wstała córka, z posłuszeństwa wstała,
Choć jej lepiej łkać u nóg macierzy,
Od boleści, jako mlecz ten, biała,
Gdy się z kwiatu złotego wypierzy...
Zawsze-ć, mówię, trudno jest niebodze,
Człowiekowi, tak uchodzić z gniazda,
W którem wyrósł, zwłaszcza, że w tej drodze
Nie wiadomo, jaka ci tam gwiazda —
Zła czy dobra — na niebie zapała...
Tak myśli, ale wstała, z posłuszeństwa wstała.

Biedna! biedna! w podróż się gotuje,
Warkocz chowa pod chusteczkę jasną,
Ponad czołem włosy przyczesuje,
A jej oczy w łzach, jak świece, gasną;
Lakowanych koralików sznurki
Hej! okręca naokoło karku,
A tu łezki ciur! ciur! jak paciorki,
Przyniesione za »psi grosz« z jarmarku —
Widać, w sobie wielką żałość czuje,
Gdy biedna, biedna dziewka, w podróż się gotuje.

Uwinęła tobołek drobniutki —
Dwie koszule, spódniczek czerwony
To jej skarby, którym nie trza kłódki —
Nie ułaszczy nikt się z żadnej strony
Na tę nędzną chudobę dziewczęcia...
Przytem książkę, w której jest ta gadka,
Jak dla córki chciała dostać księcia,
Abo króla, owa pyszna matka