Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
139
TYPY

Raz tylko jeden wydał z swego wnętrza
Głos, nakształt trzasku, jak to drzewo w boru,
Gdy ręka burzy, nad myśl ludzką prędsza,
Grubą mu gałęź odłamie; jak żmija,
Gdy nadepnięta, w pion swe kręgi zwija,
Skręci się wtedy i oko potworu,
Nabiegłe krwią, w powietrze, niby kołek, wbija.

»Precz z mego domu! precz! precz!« tak na córkę
Syknie, gdy hańbę swej córki spostrzeże;
A gdy ta płacze, porwie za rozwórkę
I, niby lekką kozicę, drżąc cały,
Rzuci o ziemię, aż w drobne kawały
Sprzęt się roztrzaskał: niby jakie pierze,
Tak szczypy się dębowe wokół rozleciały.

I córka poszła z ojcowskiej zagrody,
W świat wypędzona, a on znów się skulił
W swą własną skórę, jak ten jeż; do kłody
Znów był podobien i znów wgryzł się w rolę,
Jak w kawał sukna wgryzają się mole,
I ani popadł w gniew, ni się rozczulił,
I znów, jak głaz, przyjmował dolę i niedolę...

Tak aż do śmierci... Wieczór coraz ciężéj
Kładł się na sioło, kiedym wszedł do chaty,
Gdzie snać już życie śmierci nie zwycięży:
Kosarczyk leżał na sosnowem łożu,
Zwiędły, jak oset, zdeptan na przydrożu,
Z parą ócz, zblakłych, jak one bławaty,
Zostałe na ściernisku po sprzątniętem zbożu.

Mrok izby chłopskiej blask rozszarpał słaby
Żółtej gromnicy, a posępną ciszę,
Od świecy żółtsze, przerywały baby,
Za konających szepcąc modły głuche;
Czasem brzęczącą usłyszałeś muchę,