Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/243

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
137
TYPY

Na zatracenia prowadzi manowiec
I strąca tam, gdzie piekło swe bramy rozwiera.

Jam był szczęśliwszy — dlaczego? do rzeczy
To nie należy... Dość, że chłop w swej biedzie,
Która go nakształt siedmiorakich mieczy
Nie poprzestaje kłuć z każdego boku,
Tę moję nicość zawsze miał na oku:
»Poradźcie — mawiał — kochany sąsiedzie,
Człek kłopot i strapienie spotyka co kroku«.

Tak też i wówczas, gdy się żegnał z światem
Maciej Kosarczyk... Mruk to był nad mruki.
Własnego brata nie nazywał bratem:
Zawsze surowy, jak pień w korze grubéj,
I, jakby zawarł kamedulskie śluby,
Zawsze milczący; trzeba było sztuki,
By słówko zeń wyciągnąć: bał się go, jak zguby.

Nigdy na siebie, bywa, nie uważa:
Żebrak, co marny swój żywot opędza
Groszem, na który u wrótni cmentarza
W mróz i zawieję, w deszcz i upał czeka,
Więcej ma w sobie pozorów człowieka,
Niźli ich miała ta chodząca nędza,
Choć mogła się ogarnąć za zboże z sąsieka.

Nieraz, gdy wlókł się — ciap! ciap! do kościoła
W podartych butach, w sukmanie, powrosłem
W krzyż przepasanej, tłum dzieciaków woła,
Śmiejąc się z niego: »W ostatki jedyny
Byłby z was niedźwiedź! Są już grochowiny« —
Tak szydzą jedni, a drugi: »przyniosłem,
By można was prowadzić, spory kawał liny...«

Ale groch rzucaj o ścianę, a większy
Zobaczysz skutek, niż na nim wywarły