Strona:PL James Fenimore Cooper - Na dalekim zachodzie.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zwrócił się do jéj ojca z zapytaniem: „Jakaż to choroba dręczy dziewczę?“
„Ach,“ westchnął starzec, „choroba nieuleczalna! została ukąszoną przez grzechotnika!“
„Jak dawno się to stało?“ pytał daléj Kamienne serce.
„Godzinę temu!“ rzekł starzec.
Rozjaśniła się twarz młodzieńca; milczał chwilę, jakby o czemś myślał, poczem głosem, pełnym szczęścia i nadzieji, przemówił do otaczających: „Godzinę dopiero? Więc ratunek jest jeszcze możliwy!“
Ojciec wydał okrzyk radosny i, zwracając się do Kamiennego serca, zawołał: „O, uratuj ją, uratuj, a będę cię błogosławił, ktokolwiek jesteś!“
„Śpieszmy się!“ rzekł jeździec, „niema czasu do stracenia.“ Zbliżył się do pewnego drzewa, któremu się uważnie przypatrywał, jakby czegoś na niem szukał. Naraz dobył swego długiego noża, odciął kilka gałązek lian (pnące się rośliny) i, promieniejąc radością, powrócił z niemi do nieznajomych, którzy niespokojnym wzrokiem śledzili każdy ruch jego.
Kamienne serce zmiął liście rośliny, a kiedy ojciec obnażył stopę dziewczęcia, rozszerzył nożem rankę, znajdującą się na niéj, i starannie wstrzyknął do niéj sok wyciśnięty.
Na szczęście, księżyc jasno oświecał krajobraz, pozwalając działać, jak wśród białego dnia.
Biedne dziewczę doznało przy téj operacji okrutnego bólu, albowiem głośno krzyknęło.
Następnie położył Kamienne serce na ranę kilka