— Przyjacielu, zrobiłeś dość uwag o piśmie tego listu i wiele domysłów nad jego autorem prawdopodobnym. Teraz radbym się dowiedzieć, co myślisz o naukach i przestrogach nieznajomego lub nieznajoméj....
— O! nieznajoméj! rzekł Chenier zastanowiwszy się.
— No! niech i tak będzie, nieznajoméj, przypuszczam płeć żeńską. No — cóż myślisz?
— Mój przyjacielu, gdybym nie myślał, że stokroć ma słuszność, czyżbym się starał ją poznać? Tak myśleć i pisać może tylko kobiéta wyższych usposobień... sądzę, że młodą być musi — bardzo młodą. W teraźniejszych czasach, stare kobiety zamykają się w domach i nie mięszają do tego, co się dzieje zewnątrz — musi być młodą...
— Jednakże, przerwał Roucher, listem dowodzi niejakiego doświadczenia...
— A! mój Boże, ostatnie cztéry lata, dały doświadczenie dzieciom nawet. Z téj strony wszyscyśmy starzy.
— Dobrze, zawołał Roucher, uśmiechając się — przypuściliśmy, że jest młodą; przypuśćmy jeszcze, że piękna.
— O! to nie zaprzeczona! piękna! myśli jakie zamyka ten list, muszą się z natury swéj odbijać w twarzy i oczach; dusza musi jaśnieć we wszystkich rysach téj nieznanéj twarzy; czytając ten list, widzę ją.
— Chenier, rzekł Roucher z westchnieniem, bardzo już dawno, jak się nam podobnéj treści nie wydarzyła rozmowa.
— Niestety! tak jest, przyjacielu, wina w tém rewolucyi... wielu jest ludzi, co żyć nie mogą bez wzruszeń ulicznych i wrażeń Izb, umierając z nudy, gdy im ich zabraknie. Ludzie ci pocieszają nas z sobą gwałtownie, nas co umiémy żyć najdrobniejszém zjawiskiem natury, promieniem słońca, lub gwiazdą, cieniem drzewa, wonią kwiatu. Gdybyśmy powołali z sobą tych ludzi czytać wiersze,
Strona:PL J Méry Andrzej Chenier.djvu/40
Wygląd
Ta strona została skorygowana.