Przejdź do zawartości

Strona:PL J Méry Andrzej Chenier.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

Przestroga Francuzom o ich prawdziwych nieprzyjaciołach.
«Drugi raz, w lasku d’Autruil, trzymałeś kwiaty w ręku; miękki trawy kobierzec rozściełał się pod twemi nogami, śpiew ptaków odzywał się nad twoją głową, w około jaśniały wdzięki kwietniowéj jutrzenki; już usta twe poczynały wiersz joński, gdy przyjaciel twój Garat spotkał cię i namówił do ogłoszenia sławnego twego: Numeru trzynastego Dziennika Towarzystwa 1789. Od téj chwili muza twa zwinęła skrzydła, uczyniono cię redaktorem głównym Gazety paryzkiéj, i Homer pisał Illjadę klubu Jakóbinów.
«O! wiém jak się usprawiedliwiać będziesz, a choć to tłómaczenie uczciwe, ja go nie przyjmuję. Tak, rzeczesz mi, kto wśród krajowych wstrząśnień trzyma pióro w ręku, winien tym orężem walczyć o zwycięztwo wielkich zasad porządku społecznego i ludzkości, choćby miał paść na tém polu obywatelskiém. Jest to prawdą dla wielu, ale ty, Andrzeju Chenier, tyś nic na tém polu nie miał do czynienia, to nie cyrk olympijski. Choć całą głową przenosisz pisarzy, z któremi walczysz, oni cię zwyciężą; oni cię zawsze zgniotą. Pisarz dogmatyczny, suchy, pedant, zimny, trzeźwy i wstrzemięźliwy bo bezsilny, zwycięży cię w tych zapasach; powiedzą o nim, że jest poważny i głęboki; o tobie żeś powierzchowny i poeta. Upadniesz bez korzyści dla swojéj sprawy, bez sławy dla imienia twego.
«Ręka, co kreśli tych słów kilka, nigdy nie dotknęła twojéj, Andrzeju Chenier, ale serce co nią kieruje, liczy zdaleka wszystkie uderzenia twojego; ale głos proroczy wychodzi z tych zimnych kart, które w téj chwili czytasz, i woła do ciebie byś złożył cest gladyatora, a wziął lyrę