Przejdź do zawartości

Strona:PL J Méry Andrzej Chenier.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

Andrzéj obojętnie tego wysłuchał, ukłonił się panu de Castellane i za służącym poszedł wielkiemi wschodami.
Dwa poprzednie rozdziały są jakby prologiem następującéj powieści.


III.

List.

Starym swoim zwyczajem, wiosna odmładzała piękne drzewa lasów Satory, pod Wersalem; kwiaty dzikie, zielone wzgórza, krzaki wonne, budziły się z piérwszemi kwietnia poranki, jak gdyby ludzie nie zaprzestali używać świeżych bogactw, jakiemi natura dla nich się stroi, po nudnéj zimie.
A była to wiosna roku 93: dwóch ludzi, ubranych z prostotą więcéj niż skromną, usiedli, trochę na ustroni od ścieżek uczęszczanych, w lasku Satory; starszy zdawał się mieć około czterdziestu pięciu lat; twarz jego łagodna i pojętna oblana była melancholją; towarzysz jego mógł mieć około lat trzydziestu, był średniego wzrostu, głowę jego okrywały piękne czarne włosy, czoło było szerokie, oczy jego niebieskie, rysy twarzy energji pełne. Byli to dwaj znakomici poeci: pierwszy z nich Roucher, drugi Andrzéj Chenier.
Andrzéj Chenier rozłożył właśnie list, który zdawał się bardzo długi, sądząc po wielkości koperty, i odezwał się do przyjaciela:
— List ten oddał mi nie postyljon, ale jakiś tajemniczy posłaniec. Nikt przez tę pustynię nie przechodzi. Schro-