— Będę więc! — odpowiedziała gasnącym głosem pani de Pressy.
— A ja będę miał honor zaprowadzić panią na te nieszczęsne posiedzenie, mam zamówione miejsce... rzekł Adrjan.
— Jestem gotową! — zawołała idąc ku drzwiom hrabina.
— Tak pani — rzekł Klaudyusz twarz swą tuląc do szyby okna wychodzącego w ulicę — ręczę będziesz pani kontenta ze mnie.
Adrjan podał rękę P. de Pressy, mówiąc:
— Musimy się śpieszyć, bo zamówione miejsca bywają czasem wcześnie zajęte przez osoby protegowane.
Aniela czekająca w ulicy w okropnéj bojaźni i niepewności, ujrzała hrabinę z żywą radością.
— Anielo — odezwała się do niéj pani de Pressy — nie obawiaj się o mnie, jestem z przyjaciółmi, idź i czekaj na mnie w Chaillot, i nie niepokój się, gdybym musiała opóźnić.
Codzienni goście trybunału rewolucyjnego, nie opuścili sali posiedzeń od rana, miejsc zamówionych mało już było; ale Adrjan, dobrze znajomy straży, potrafił wyszukać ławki dla swéj towarzyszki w blizkości kratek sądu, a sam stanął obok niéj, we wklęsłości okna. Na podwórzu słychać było rozlegające się śpiewy, piosnki Ça ira, bo Marseileza z wojskiem z Paryża uszła, głosy śpiewania słabsze jednak były niż dawniéj; upojenie krwią przechodziło w zdrętwiałość, a szubienice traciły widocznie najgorętszych stronników.
Pani de Pressy liczyła po jednéj wiekuiste minuty dwóch nieprzebytych godzin, które czekać musiała na posiedzenie trybunału.
Strona:PL J Méry Andrzej Chenier.djvu/325
Wygląd
Ta strona została skorygowana.