Przejdź do zawartości

Strona:PL J Méry Andrzej Chenier.djvu/322

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

— Albo pani udajesz, że mnie zrozumieć niechcesz? — dodał Mouriez.
Hrabina wstała i posunęła się ku drzwiom, Klaudyusz zastąpił jéj drogę, i układając ręce na piersi szérokiéj, wstrząsając głową zawołał:
— Pani przypomnisz to sobie, i ja także kiedyś o łaskę prosiłem; był dzień gdyś pani życie moje miała w ręku, a z jaką wzgardą poglądałaś wówczas na mój szał, na rozpacz moję! Byłem u nóg twych, zdeptałaś mnie jak robaka; byłem silny, upokorzyłaś mnie, byłem szlachetny i potężny, zabiłaś mnie dwa razy, wzgardą wejrzenia i orężem twego męża! Jakież dziś masz prawo do mojéj litości? Co cię tu sprowadzić może, gdzie na żadną nie zasłużyłaś wdzięczność, gdzie musisz znaleść tylko ręce silne i niezbłaganą miłości zemstę!
— Omyliłam się na panu, dumnie podnosząc głowę zawołała hrabina — omyłka moja zaszczyt ci przynosi — puszczaj mnie pan.
— Nie! nie wypuszczę cię zwycięzką — wyjdziesz ztąd upokorzoną. Zwołam świadków, nie potrafisz odbić ich świadectwa. Hrabina de Pressy wypędzona z Paryża, przeciwko prawu wróciła dla podejścia, dla przekupienia urzędnika i wymagania od niego przebaczenia dla arystokraty, dla swego kochanka! Wszak jasno? Przytomność pani tutaj sama, jest dowodem występku? na co mi świadków nawet by dowieść rzecz tak oczéwistą? U drzwi moich czeka cię prom lub rusztowanie, jeśli twa duma nie upokorzy się przed moją namiętnością!
Klaudyusz porwał hrabinę za rękę, a ta krzyknęła głosem jaki się tylko może wyrwać z piersi kobiéty, któréj bronią, jéj słabość.