Przejdź do zawartości

Strona:PL J Méry Andrzej Chenier.djvu/320

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

Zdjął kapelusz i wybąknął kilka słów niezrozumiałych, a ruchem ręki wskazał jéj, żeby usiadła.
W téj chwili, pani de Pressy przymknęła oczy chcąc zebrać myśli, i jak we śnie ujrzała przed sobą krwawe rusztowanie wznoszące się na ścięcie genjuszu poety. To okropne widzenie wróciło jéj odwagę, na ustach znalazł się wyraz energiczny, w głowie spokój i jasnowidzenie, które się jéj zdały zesłanym z niebios posiłkiem.
Głosem przenikającym, który matka dobywa z piersi usiłując swe dziecię wyrwać z paszczy dzikiego zwierza, zawołała:
— Obywatelu Mouriez, cała przeszłość znikła mi z oczów; urodziłam się dziś rano, nie znam cię, i dziś widzę cię po raz piérwszy. Mówiono mi, że dusza twoja chętnie się otwiéra uczuciom szlachetnym, przychodzę do ciebie w posłannictwie od ojca, od starca. Dziś wieczór, jutro może, młodzieniec pełen genjuszu i przyszłości stanie przed waszym trybunałem; występkiem jego jest niewinność; zwyciężony nim sądzony, jeśli sprawiedliwość wasza jest sprawiedliwą, ocalicie go.
Głos ten melodyjny, twarz cudna, oczy podobne zroszonym rosą dyamentom, ten wdzięk uroczy, co ją otaczał aureolą świetną, roznieciły dawny namiętny ogień w piersi Klaudyusza; zapomniał szlachetnych postanowień swoich; stał się znów prokonsulem wersalskim, i z téj duszy ognistéj, w któréj walczyło nieustannie złe z dobrém, dzikie instynkta buchnęły z szałem pożérającym, gwałtownym.
Krew nabiegła mu do twarzy, sparaliżowała język na chwilę; bełkocząc niezrozumiale począł odpowiadać.
— Któż jest ten młody człowiek, którym się pani tak bardzo zajmujesz?