Przejdź do zawartości

Strona:PL J Méry Andrzej Chenier.djvu/319

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

kę, gazety, co chcąc, a ja muszę iść do roboty — przepraszam.
— A synowiec P. Andrzéj Mouriez, czy mieszka także przy stryju?
— Tak, pani — i to szczęście nasze. Gdyby P. Mouriez nie miał przy sobie gospodyni i synowca, robił by same głupstwa. Teraz pan Adrjan poszedł z tłumem na trybunał, jak powiada, sądzić stryja swego. Ale wkrótce oba powrócą.
— Będę na nich oczekiwała, rzekła P. de Pressy. I udała że bierze książkę, żeby oswobodzić gospodynię.


XXXVI.
Odwiedziny bohaterskie.

Pani de Pressy czekała więcéj godziny, w obawie i męczarniach śmiertelnych, na przybycie Klaudyusza Mouriez; pasowała się z sobą, dla zdobycia spokoju i przytomności umysłu tak potrzebnych w tych trudnych spotkaniach, których rozwiązania nikt przewidzieć nie może.
Wreście drzwi się otwarły, i Klaudyusz Mouriez wszedł nagle, krokiem pana wracającego do domu, który nie potrzebuje oznajmywać o sobie: zdziwiony wstrzymał się widząc kobietę zakwefioną, i ukłonił się, podnosząc nieco kapelusz, z niezgrabnością studenta.
Hrabina Margareta zamknęła książkę, położyła ją na stole i powstała.
Oko Klaudyusza przeszyło zasłonę, złamał ręce i z piersi jego wyrwał się okrzyk stłumiony.
— To ty, pani!