— Zginie pani.
— To pewna, ale tracąc tę bagatelę, możemy zyskać cóś na tém. Jeśli to Klaudyusz Mouriez siedzi naprzeciwko nas, oszuka go płaszczyk; ja go znam, gotów by śledzić, jeśliby mu się zdało, że wychodzim.
Ale Klaudyusz Mouriez nie był tak dobroduszny by go płaszczykiem Anieli zwieść było można: rozmawiając z synowcem Adrjanem, okiem wprawném śledził każdy ruch pani de Pressy, i ujrzawszy ją wstającą, rzekł do synowca od niechcenia.
— No! no! skończy się na tém, że zostaniesz doskonałym synowcem w swoim rodzaju... chętnie pójdę za radą twoją... ale że mnie ta rozmowa wielce wzruszyła, pójdę cokolwiek powietrzem wieczorném odetchnąć, do końca międzyaktu. Poczekaj tu na mnie.
Synowiec dopuścił się tu błędu, który zwykle popełniają stryjowie, uwierzył protestacyi i uścisnął rękę Klaudyusza Mouriez.
Ten powolnie otworzył drzwi loży, jak człowiek, któremu wynijść nie pilno, i znalazłszy się w korytarzu, pośpieszył żywo ku wschodom, dając się zaćmić rozmaitym wychodzącym i wchodzącym, by zniknąć z oczów.
Pomimo prostoty republikańskiéj stroju, hrabina nie mogła ukryć wdzięku swéj postaci i chodu; Klaudyusz Mouriez poznał ją zaraz w pośród tłumu zchodzącego z nią ze wschodów. Kiedy niekiedy Aniela odwracała głowę, jak straż wierna swemu celowi; ale Klaudyusz ukrywał się szybko przed jéj wzrokiem, a hrabina uspokojona przez Anielę, łatwo sobie dała wmówić, że niebezpieczny prześladowca jéj nie ścigał.
W tym czasie ulice Paryża dość jeszcze były ciemne, a rzadko rozstawione rewerbery, czyniły je czarniejszemi
Strona:PL J Méry Andrzej Chenier.djvu/261
Wygląd
Ta strona została skorygowana.