Przejdź do zawartości

Strona:PL J Méry Andrzej Chenier.djvu/199

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

jest moją żoną; masz więc projekcik wcale nie moralny. Nie przerywaj mi proszę. Projekt ten, niegodny czystego muz ulubieńca, jest następujący: Kochasz kobiétę, mąż ci stoi na zawadzie naturalnie, chcesz więc zabić męża.
— Panie hrabio, chcę co Bóg zrządzi.
— Ale Bóg nie żąda żeby kochankowie zabijali mężów a żenili się z ich wdowami. Przestrzegam więc waćpana, że mnie nie zabijesz. Wyjdziem na plac, skrzyżujem szpady; dasz mi śliczną zręczność zabicia kochanka mojéj żony, a ja z niéj korzystać nie będę. Cóż potém? nie wiesz? Ja ci powiém co uczynię.. Wyjadę z Francyi z panią hrabiną de Pressy, i nie zobaczysz jéj więcéj.
— Panie hrabio, rzekł Chenier wzruszony, wyznaję że całéj téj mowy pańskiéj zrozumieć nie mogę.. nic a nic. Nigdy mąż tak lekko nie odzywał się o swojéj żonie, i nie wyzywał do podobnych tłómaczeń.
— Tak panie Chenier, to prawda; zwykle nie tak sobie postępują mężowie, ale daruj, ja nie jestem pospolitym mężem. Położenie moje nie wyjaśnione całkowicie, wina to czasu w którym żyjemy. Anormalność jest w powietrzu. Nic się nie czyni jak w czasach zwyczajnych. Rewolucya wszędzie. Mąż pyta młodego człowieka: Jesteś kochankiem mojéj żony? To się nigdy jeszcze nie trafiło, a dziś się trafia. Mieliśmy cztérnaście wieków królestwa; wpadliśmy w Rzeczpospolitę, jak mi onegdaj mówiono: dziw-że się tu czemu! Nasz drobny wypadeczek ginie w chaosie anomalji, które nas otaczają. Nie bądź zbyt naiwnym, panie Chenier.
— Do celu, do rzeczy hrabio de Pressy.
— Pokaż-że mi cel, panie Chęnier.
— Jutro o téj saméj godzinie, spotkamy się tutaj hrabio, i Bóg nas rozsądzi.
— Upiérasz się przy swojém.