Przejdź do zawartości

Strona:PL J Méry Andrzej Chenier.djvu/198

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

— Będę.
— No, mów pan, pytaj. Dam panu satysfakcyą jakiéj żądasz.
— Odpowiész mi uczciwie tak lub nie, bez ogródki.
— Przysięgam ci to hrabio.
— Przysięga twoja zapisana; — niebo mam za świadka. Andrzeju Chenier jesteś kochankiem hrabinéj Margarety?
— A to dziwna..
— Tak lub nie, przerwał hrabia tonem poważnym i silnie, tak lub nie. Wiém dla czego zmuszony jestem pytać się o to. Przysiągłeś mi odpowiedzieć. Jesteś kochankiem hrabinéj Margarety?
— Nie.
— Przysięgasz w obec nieba, wzniósłszy rękę ku Bogu.
— Przysięgam.
— Na popioły matki twojéj.
— Tak, na popioły mojéj matki.
Hrabia de Pressy wyjął maleńkie album z kieszeni, i podając ołówek poecie, rzekł:
— Masz-li wstręt zeznać na piśmie i stwierdzić podpisem coś wyznał?
Chenier zawahał się chwilę i odezwał.
— Piszę i podpisuję.
— Dobrze, panie Chenier, kontent jestem z pana i mam nadzieję, że i pan ze mnie rad będziesz.
— Będziesz się bił hrabio?
— Jak to? wątpisz o tem! służę ci. Tylko panie Chenier, pozwól mi zwrócić twoję uwagę na ciebie.
— Rozważyłem wszystko.
— Czekaj pan, słówko, nie przerywaj — nie jesteś kochankiem hrabinéj Margarety; przysiągłeś to na honor: rzecz więc pewna; ale kochasz tę kobiétę, ja ci mówię że ona