— Zuziu, dodał Klaudyusz, wszystkie twoje uwagi o mnie, gdy rzeczy serjo się traktują, wcale nie są w miejscu.
— Ale ba! myślisz że się będę wstrzymywać od uwag i gadania, choćby chodziło nie wiém o co! Wszystko tu serjo! Musiałabym ciągle milczeć.
— Zuziu, wpuść urzędnika policyjnego i straż, rzekł Klaudyusz, a ty Walenty, obiecujesz mi pomagać?
— Obiecuję, rzekł Walenty ze łzami w oczach.
Straż weszła.
— Odprowadźcie go do więzienia, rzekł Mouriez ostro, i niech nikt nie waży się dostąpić do niego, ani z nim mówić.
Gdy Zuzia została sam na sam z Klaudyuszem, zbliżyła się do jego łóżka i rzekła:
— Zrobiłeś coś poczciwego, zobaczysz, że ci to wyjdzie na dobre.
Opuszczając zarośla powieści i szczegóły mniéj potrzebne; znajdujemy hrabiego de Pressy w małym domku wiejskim, blizko Evreux, u pani Mouriez, matki Adrjana, w chwili gdy oboje wyjeżdżają pocztą, z powodu, który się zaraz wytłómaczy.
Matka Adrjana odebrała list następujący:
Niepodobna mi się wytłómaczyć jak się dostałem do domu, z którego do ciebie piszę; wiém tylko, żem bardzo osłabiony, jakby po długiéj chorobie, poczciwi jacyś ludzie troskliwie chodzą koło mnie, od rana dzisiejszego gorączka i delirium ustały. Długi czas upłynie nim całkiem przyjdę