Przejdź do zawartości

Strona:PL J Méry Andrzej Chenier.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

gają wszystkie nowiny polityczne, coraz się dziwaczniéj zmieniała.
Mówiono:
— Klaudyusz Mouriez został zabity téj nocy przez dwóch Żirondynów, na drodze do Paryża.
— Wichrzyciele przekupieni przez Rojalistów, wyciągnęli téj nocy Klaudyusza Mouriez na plac Wolności, i zadali mu trzy ciężkie pchnięcia sztyletami. Przewódzca zbójców został zatrzymany.
— O trzeciéj zrana, Kladyusz Mouriez wyszedł z ratusza, z synowcem swoim, dla uśmierzenia powstania Rojalistów, których ryk całe miasto słyszało. Dzielny republikanin rzucił się na buntowników, i przeszyty został przez nich..
Wśród każdéj kupy, mówca stawał i ogłaszał swoję powieść. Wypowiedziano wszystko co tylko było można, wyjąwszy prawdy — jak zwykle.
Lekarze wezwani do domu pod N. 19, do salonu w którym ranna scena miała miejsce, opatrzyli ranionego, obwiązali go i zawyrokowali, że nie trzeba było tracić nadziei.
Tłum z zewnątrz krzyczał wielkiemi głosy, żeby zwłoki Klaudyusza Mouriez przeniesione były tryumfalnie do ratusza i wystawione na widok publiczny.
Hrabia de Pressy i Walenty, wmięszani w tłumie, odzywali się kiedy niekiedy z ostróżnością jednak.
— Ale jeśli, jak powiadają, Klaudyusz Mouriez nie umarł jeszcze, juściż trupa jego na widok publiczny wystawić nie można. Trzeba go uszanować i dozwolić mu spoczynku, otaczają go lekarze, niech cisza religijna da mu odzyskać siły.
Mędrsi mówili:

— Tak, tak, obywatel ma racyą; jeśli Klaudyusz Mou-