— Przysięgam ci, że to uczynię! odparł rozczulony hrabia de Pressy.
Na znak pana, nadbiegł Walenty.
— Możesz się teraz pokazać, rzekł mu hrabia — nie jesteśmy już dwóch na jednego.
— A gdzież tamten? zapytał Walenty.
— Ot tu...
— Jak to? zabity?
— Szpada mi się na nim złamała; to żelazny człowiek.. Walenty.. róbmy bądź co bądź, powinność naszę.. Trzeba wprzód ztamtąd wydobyć szpadę.
— To łatwo, panie hrabio.
— Ułamał gałąź długą, którą mógł szpady dosięgnąć i zbliżywszy się z nią do sztachet, wyciągnął ten znak świadczący o pojedynku.
— Teraz, powiedz mi gdzie Aniela? spytał hrabia.
— Tam, w domu.
— Zawołaj jéj... zaczekam na nią trochę daléj. Aniela wyszła w ganek, a hrabia rzekł do niéj:
— Masz jaki sposób powrócenia do domu.
— Mam, panie hrabio.
— Wracajże zaraz, i hrabinę wyciągnij z sobą do Paryża. Nie mów jéj o mnie; nie przebaczyłaby ci pewnie tego cóś uczyniła...
— Panie hrabio, przerwała Aniela, chciéj dobrze pojąć położenie moje. Kobiéta traci głowę w takich razach. Widziałem Klaudyusza Mouriez u pani, gdzież biedz miałam? kogo zawołać na pomoc? Bóg mi natchnął imię pańskie. Wiedziałam od Walentego, że pan jesteś w Wersalu, i byłam nieposłuszną hrabinéj, w chwili, gdy nadewszystko chodziło o jéj ocalenie.
— Dobrześ zrobiła Anielo, rzekł hrabia, a wszystko zo-