— Jesteś zuchwalcem!
— Na Boga! zawołała hrabina, ratujcie tego młodego człowieka... Zimny, jak trup...
W téj ci)wili, gwałtowne uderzenia młota zabrzmiały u bramy domu.
— To moi wierni towarzysze szukają mnie, zawołał Klaudyusz ze straszliwą groźbą, czuwają nademną. Myśleli żem wpadł w zasadzkę rojalistów. Pojdę im sam otworzyć, i oboje państwo zamknięci będziecie w więzieniu miejskiém.
Klaudyusz wyszedł szybko otworzyć bramkę od ulicy... kobiéta stała w progu sama... Klaudyusz rzucił żywo wzrokiem po drodze i w długie cieniste aleje... żywéj tam duszy nie było, nikt się nie ukazywał nigdzie.
— Czego tu chcesz! spytał ostro kobiéty.
— Wracam do domu.
Była to Aniela: pełna poświęcenia kobiéta; słyszała całą scenę, i przybiegła na wszelki wypadek dla odwrócenia uwagi i uratowania swéj pani.
— Dom ten jest właśnie badany z rozkazu sprawiedliwości, idź sobie.
Odepchnął Anielę w ulicę nazad, zamknął drzwi, i ręce spuściwszy w szerokie kieszenie sukni, dobył z nich parę pistoletów, które przygotowawszy skierował się ku salonowi.
W téj chwili, twarz Klaudyusza Mouriez wyrażała najsprzeczniejsze uczucia; co tylko dobrego, ludzkiego było w głębi duszy jego, ulotniało się od ognia miłości i nienawiści; człowiek — wróg i kobiéta — kochanka, zasłaniali mu świat cały; miał ich oboje w mocy swojéj, by piérwszym nasycić nienawiść, drugą miłość.
Strona:PL J Méry Andrzej Chenier.djvu/157
Wygląd
Ta strona została skorygowana.