nowania, przychodzim prosić panią o chwilę rozmowy na osobności.
— Na osobności, powtórzył Klaudyusz, któremu ledwie tchu na ten jeden wyraz starczyło.
— Wszakże ten pan, odparła hrabina wskazując Cheniera, nie będzie może zbytecznym świadkiem?
Adrjan spójrzał na stryja, który pokornie dał znak że się zgadza.
— Nie mogę odejść i pani porzucić, rzekł Chenier stanowczo ale grzecznie.
Mężczyzna który drży przed kobiétą, nie zadrży przed równym sobie mężczyzną; wyrazy suche Cheniera wróciły odwagę Klaudyuszowi.
— Obywatelu, rzekł, jeśli nie wyjdziesz, rozmowa miejsca mieć nie będzie, a naówczas — biada opornym!
— Jeśli mi pani wyjść każę, wyjdę, rzekł Chenier.
— To słuszna! odezwał się Adrjan, gestem zręcznym i małoznacznym starając się stryja do piérwszego zwrócić usposobienia.
— Darujecie panowie nieśmiałości kobiety, przerwała hrabina, nie mogę się zgodzić na taką rozmowę jaką mieć chcecie.
Klaudyusz Mouriez zabierał się wybuchnąć; Adrjan uspokoił go zaraz, obejmując z miłą poufałością i odzywając się głosem słodkim.
— W istocie, nadto wymagamy, mój stryju, od kobiety; to co jéj powiedzieć mamy mógłby cały Wersal słyszeć; nie mamy więc potrzeby usuwać jedynego jéj świadka który zapewna... jest mężem pani.
Chenier i hrabina ostróżne zachowali milczenie.
Adrjan zwrócił się do stryja i uśmiechnął się do nie-
Strona:PL J Méry Andrzej Chenier.djvu/152
Wygląd
Ta strona została skorygowana.