Przejdź do zawartości

Strona:PL J Méry Andrzej Chenier.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

— A któż mówić ma? jeśli my milczeć będziemy?
— Panie Chenier, będziesz widział i słyszał, niech to mu wystarcza. Nie pytaj więcéj.


XVIII.
Poeta vates.
(WIESZCZ-POETA).

Hrabina przyłożyła ucho do drewnianych drzwi zamykających podziemie, i kilka tak chwil postawszy, dała znak ręką, że żaden ją głos niedochodził.
— Teraz, odezwała się do Andrzeja Chenier nie bardzo głos zniżając, wytłumaczę panu krótko cały mechanizm tego schronienia. Kto wié! może ci to kiedy na co przydać się może. Przyciskając palcem tę mosiężną klamkę, otwierają się drzwi i wchodzi do salonu. Konsola zakrywa wewnątrz drzwiczki i stanowi z nim jedność. W téj chwili niéma niebezpieczeństwa, do pełnienia téj demonstracyi, stanie się ona jaśniejszą.
Młoda kobieta przycisnęła klamkę mosiężną i przez jasną szczelinę prostopadłą ukazała się część salonu: żaden głos, szmer, szelest nie dawał się słyszeć; ręka ciekawa popchnęła drzwiczki daléj, i Chenier wysadziwszy głowę naprzód, potém po pas wychylony, wszedł do salonu chcąc rozpatrzyć wewnętrzny mechanizm konsoli. Młoda pani weszła za nim czyniąc sprawiedliwą bardzo uwagę, która ich oboje uspokoiła. — Nie słychać było jeszcze uderzeń do bramy, odezwała się — zaczną od tego. Będziemy mieli dość czasu zniknąć niepostrzeżeni.