Przejdź do zawartości

Strona:PL J Méry Andrzej Chenier.djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

— Adrjanie, pleciesz bez sensu!
— Nigdy się widzę w tym względzie nie porozumiemy. Powiém więcéj, gdyby cię namiętność niezaślepiała, gdyby hrabina Margareta była osiemdziesiątletnią buntowniczką, dałbyś jéj ręczę pokój i nie turbował bynajmniéj.
— No, toś powiedział prawdę Adrjanie. Znam wpływ jaki mieć mogą młode kobiéty, kobiéty piękne, w tém mieście, pełném jeszcze ambrowéj woni dawnéj dworskiéj galanterji, dla tego powinienem przeciw nim walczyć całą moją siłą. Tyś jak ja niewidział biesiady oranżeryjnéj w Wersalu.
— Jakiż mają związek uczty te z białemi gwoździkami?
— Jaki związek pytasz? Ot jest. Na téj uczcie a raczéj na téj orgji, kobiéty piérwsze skłoniły do podeptania kolorów rewolucyjnych, i poprzywiązywały do mundurów wstążki rojalistowskie, a więc kobiéty są najniebezpieczniejszemi nieprzyjaciołmi rzeczpospolitéj; gdyby nie one, nowy porządek rzeczy byłby się ustalił spokojnie, i nie mielibyśmy całéj Europy zbrojnéj na barkach naszych.
— Masz słuszność stryju, spełniaj więc plan swój, tyranizuj piękną hrabinę i ocal przez to ojczyznę, któréj zagrażają białe gwoździki.
— Mój kochany, nie dawno opuściłeś ławę szkolną, i masz passją używać przeciw własnemu stryjowi figury retorycznéj, którą zowią ironiją. Ja mam ważniejsze rzeczy na głowie, a nauczyciele moi inne mi zadali pensum.
— Ja zaś, stryju, uparcie będę poprawiał zadania twoich professorów.
— Jakże ty, Adrjanie, co czytasz co rana moje raporta policyjne, możesz mnie mieć za srogiego? Wersal jest gniazdem spisków. Szlachta kryje się po wszystkich piwnicach, pełno fałszywych emigrantów co ze swych hotelów nie wy-