ucha stryjowi, owszem to najważniejsza, to jeśli nie śpiewał téj piosenki, policya nie miała go prawa zatrzymywać.
— Ja wiem co mówię Adrjanie... Słuchaj no Wincenty, a gadaj prawdę jeśli chcesz być wolny. Gdzie mieszka kobiéta za którą dostałeś tyle złota?
— Mieszka w ulicy Thiers N-o 19.
— Znałeś ją zapewne, kiedyś jéj szukał.
— A znałem.
— Gdzieżeś ją znał?
— Widywałem ją w oknie hotelu w ulicy Reservoir.
Klaudjusz Mouriez uśmiechnął się radośnie, a ruch ten nie uszedł oka młodego Adrjana.
— Wincenty, rzekł Mouriez głosem wzruszonym jeszcze — jeśliś prawdę powiedział, jutro będziesz wolny. Ustąp — odprowadzą cię do więzienia.
Wincenty skłonił się i odszedł z rozjaśnioną twarzą.
— No, mój Adrjanku, rzekł Mouriez układając sobie postawę zimną, widzisz żem sprawiedliwy i ludzki.
— Widzę tylko żem zgadł — odparł Adrjan ponuro.
— A mógłżem go dziś uwolnić. Adrjanku, sam powiedz, szczerze.
— Nie o to chodzi mój stryju.
— No, a o cóż chodzi? spytał Mouriez z najniewinniejszém zdumieniem.
— Chodzi zawsze mój stryju, o ex-hrabinę Margaretę. Los rzuca ci ją w ręce. Masz oto przed sobą tysiące aktów których nigdy nie czytasz, a przeczytałeś akt uwięzienia tego śpiewaka, bo cię osobiście obchodził. Widzisz że chodzi o kobiétę którą prześladowałeś już w hotel de Grave, na ulicy Reservoir.
— Adrjanie, — rzekł z udaną powagą stryj, — słucham cię z pobłażaniem i dobrocią ojcowską, bo cię uważam za sy-
Strona:PL J Méry Andrzej Chenier.djvu/107
Wygląd
Ta strona została skorygowana.