uczciwym republikaninem, i budzić w drugich miłość rzeczpospolitéj. Nie dawaj powodu rojalistom rzucenia na nas potwarzy; niech obyczaje twe będą surowe jak...
— A! to ty myślisz, Adrjanku, przerwał nagle Klaudyusz Mouriez, że mi w smak idą twoje kazania! a! zaprawdę, świat do góry nogami! synowcowie gdyrzą na stryjów! komedya moljerowska na wywrót! Dość tego, mój bratanku, wprowadź mi zaraz tego grajka o którego to poszło wszystko. Słuchaj mnie lub ruszaj sobie do Calvados.
— Wiesz kochany stryju, że ten biedak niewiedzieć za co został uwięziony.
— Ba! to wiém.
— To też nie myślę cię o tém uwiadamiać; polecam go tylko twéj ludzkości i sprawiedliwości.
— Zobaczemy... wprowadź.
Był to ów śpiewak uliczny, fałszywy Sabaudczyk Wincenty — wszedł blady jak trup.
Klaudyusz Mouriez usiadł, i przebierając w papierach, wysunął z nich arkusz, odzywając się do więźnia.
— Oto jest wywód twego uwięzienia, Wincenty. Zobaczemy jak się będziesz tłumaczył. Zatrzymano cię w ulicy Thiers, za śpiewanie piosenki zakazanéj. — Gdy mój kochany powróci... Strzęsiono cię; znaleziono w kieszeniach kilka sztuk złota, zapytano zkąd pochodzą. Zmięszałeś się i odpowiedziałeś że ci je dał jakiś stary za odkrycie mieszkania pewnéj kobiéty; że po wielu poszukiwaniach daremnych, odkryłeś ją w ulicy Thiers. Czy to prawda?
— Tak jest, odparł Wincenty konającym głosem — jedna rzecz tylko fałszywa, bo nie śpiewałem: Gdy mój kochany powróci, to się im przysłyszało.
— Zresztą, mniejsza oto...
— Jakto mniejsza oto, przerwał Adrjan — szepcząc do
Strona:PL J Méry Andrzej Chenier.djvu/106
Wygląd
Ta strona została skorygowana.