którą zostałeś zaszczycony. Wszystko to daje mi prawo, odezwać się szczerze...
— A ty tego prawa nadużywasz, Adrjanie, wiesz że pomimo miny srogiéj, jestem w gruncie dobry.
— Tak, stryju, gdy cię nie unosi namiętność, jesteś najlepszym z ludzi; ale cię namiętność unosi ciągle.
— Nawet teraz, gdy tak zimno rozumuję i rozprawiam z tobą?
— Jakto? jużeś zapomniał rannego gniewu z powodu ex-hrabinéj Margarety?
— No! a niemiałżem sto razy racyi?
— I znowu rozpoczniemy, stryju!
— Rozpocznę sześćdziesiąt razy na godzinę, Adrjanie tyś dziecko, ja jestem mężczyzna. Znam rozciągłość obowiązków moich. Ta ex-hrabina jest zajadłą nieprzyjaciółką rzeczypospolitéj i spiskuje przeciwko rządowi.
— To ty śpikasz się na nią.
— Adrjanie! stajesz się zuchwałym.
— Ja tylko jeden mogę ci prawdę powiedzieć, szczęśliwszy jesteś od króla...
— Jeszcze dodaj że się kocham w téj kobiécie! no! gadaj!
Kiedyś to sam powiedział, ja już niemam potrzeby mówić.
— Adrjanie, i ty mnie oto posądzasz?
— Nie posądzam, alem tego pewny.
— Wolę śmiać się z tych niedorzeczności Adrjanie, niżeli się za nie oburzać.
— Więc kochany stryju, nie prześladuj téj kobiéty, a ja cofnę co powiedziałem.
— A obowiązki moje, Adrjanie, obowiązki?
— Obowiązkiem twym, stryju, jest być i okazywać się
Strona:PL J Méry Andrzej Chenier.djvu/105
Wygląd
Ta strona została skorygowana.