Strona:PL JI Kraszewski Stary zamek.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

słabszych, do panowania dumy!... Błogosławiona chwila, gdy w nich pracowity kołowrótek zawarczy...
Doszedłem z tego wykrzyknika, że Żyd oprócz Mendelsohna gotów był czytać jeśli nie Hegla, to choć Rosenkranz’a; posądzać zacząłem, że mu nowa literatura Niemiecka niebyła obcą, — i niechciałem się z nim spierać; bylibyśmy się i za dwadzieścia pięć lat nieporozumieli. Wiedziałem zresztą a priori, co z tego tematu można było za piękne zagrać waryacye o postępie, cywilizacyi, duchu czasu, znaczeniu pracy, feodalizmie, swobodzie i t. d. i t. d. Uśmiechnąłem się tylko na dictum acerbum, i uchyliwszy czapki, prosiłem o obiecanego przewodnika.
— No! dobrze, a potém proszę i do mnie zajść, — rzekł grzeczniéj gospodarz — przewodnika znajdzie pan w suterenach na lewo, w samym rogu.
Reprezentant dzisiejszéj cywilizacyi znikł mi z oczów nareszcie, i odetchnąłem znalazłszy się po zejściu trochę ku dołowi sam z sobą, uwolniony od dysharmonijnego kontrastu, w obec ruiny, u drzwi w ziemię wpadłych, dębowych, grubo okutych przejścia, które zdawało się do suterenów prowadzić. Klucz w zamku z przywieszoną do niego na sznurku kłódką drewnianą zapowiedział mi, że znajdę starego sługę, który miał być moim przewodnikiem. Wszedłem uchyliwszy powoli drzwi, i naprzeciw okienka obwarowanego kratą, postrzegłem staruszka z xiążką wielką na kolanach, po formie i druku, jakem się domyślał, pobożną. — Była to postać maluczka, chuda, z twarzą pergaminową przysypaną siwemi włosy, z brodą nieogoloną od kilku tygodni, z wyrazem spokoju, smutku i rezygnacyi przenikającéj. Człowiek ten tak przypadł do téj ruiny, do izdebki, do wszystkiego co go otaczało, tak był stworzony do tła, na którém się mieścił, że artysta byłby go mu-