Strona:PL JI Kraszewski Psiawiara.djvu/4

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

brze. Ile razy tu przybywał na wakacye do ojca, co się jednak nie często trafiało, i ojciec mu nigdy długo tu pozostać nie dozwolił, bywał u mnie i przesiadywał godzinami. Ze starym Sołomereckim kto nie mówił o głupstwach i balamuctwach, nie było o czém z nim rozmawiać, a że z synem unikał podobnych przedmiotów, więc wymykał mu się. Maurycy tych kilka, kilkanaście dni, nie mając gdzie spędzić, zajeżdżał do mnie. Młodzieniec co się zowie wykształcony, poważny, zdolny i wielkich nadziei. Na zdolnościach bym nie bardzo polegał, bo te się na dobre, równie jak na złe, obrócić mogą, ale na charakterze... o! charakter ma, i tęgi.
— Okazało by się, — przerwała Sędzina — że owo jabłko i jabłoń w przysłowiu, o których mowa była...
— Nie zawsze się sprawdza axyomat mądrości narodów — dodał proboszcz — przysłowia też kłamią. Są wszędzie wyjątki.
Roześmiał się ksiądz Piszczała sam do siebie.
— Tak, są wyjątki, dorzucił, i są nawet ludzie, co utrzymują, że one potwierdzają regułę.
Bałamutny ten frazes wprowadził go w dobry humor i nie rychło wrócił do rozpoczętego opowiadania o Maurycym.
— Chociaż stary Sołomerecki do ostatniéj godziny udawał pana i oszukiwał równie siebie, jak ludzi, zdaje mi się, że oko syna widziało przyszłość jasno, i że Maurycy nie łudzi się spadkiem, nie spodziewa bogactw, a przygotowuje się do życia pracy.
Mniéj go dotknie ruina, niż by kogo innego mogła...
— A! ojcze mój! — żwawo zaprotestowała Sędzina — co bo mówicie! Zapewne, jeżeli ma olej w głowie, to go wiele obchodzie nie będzie, czy sztukę mięsa zje z chrzanem na glinie, czy bażanta z truflami na porcelanie, bo to są dzieciństwa; ale, mój ojczulku, wyrzec się tych miejsc, drogich, potém i krwią ojców uprawianych, pełnych pamiątek rodzinnych, do których serce przyrasta, oddać je na sprofanowanie... a! to ból nad bole.
Proboszcz skłonił głową.