Strona:PL JI Kraszewski Psiawiara.djvu/39

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    po tych dworach, w których grywał i pijał z wesołymi towarzyszami. Dopiéro dobrze z południa nadjechał kwaśny, bo zgrany do szeląga i z długiem honorowym.
    Ojciec mu prawie z bryczki zsiąść nie dał, krzycząc już i wywołując to, po co go ściągnął.
    Nic w święcie przyjemniejszym być nie mogło panu Ernestowi nad awanturę. Twarz mu się rozpogodziła... Wszedł z ojcem do domu, z góry mu potakując i zapewniając, że bić, zabić, policzkować jest gotów, że on na to, jak na lato.
    — Pal że list do tego psiawiary — rzekł Pałczyński — i staw mu dilemma: albo niech się szelma żeni, albo niech się strzela... a nie zechce się bić... kijem go...
    — Nie, w ucho! w ucho! — dodał, śmiejąc się, Ernest...
    Gotów do bicia, młodzieniec, do napisania listu musiał wezwać pomocy ojcowskiéj i koncept jego przepisał...
    Nie zwlekając ani chwili, odprawiono pismo do Dubiniec. Nie spodziewał się go bynajmniej Gryżda, czuł się tak uprawnionym do odesłania pierścionka podsłuchaną rozmową, że nie mógł przypuścić następstw podobnych.
    Odebrawszy list, odczytawszy go, podumawszy... na wszysto był gotów, oprócz ożenienia.
    Wrócił w nim ten stary Gryźda, który niczego się nie obawiał, oprócz, aby mu owocu pracy, jak ją zwał, nie odebrano...
    — Obije mnie — rzekł do siebie — to co? Na śmierć przecie nie może tłuc... Strzelać się, ani myślę, żenić — za nic w świecie. Będę ostrożnym i wezmę z sobą parę drabów ze wsi, gdy będę wyjeżdżał z domu.
    Z tém mocném postanowieniem usiadł Gryźda do odpowiedzi. Wcale go to nie trapiło, że pannę musiał obwinić — delikatność nie była w jego charakterze.
    Z wiernością protokólisty opisał w liście podsłuchaną rozmowę pod kasztanem, zapytując pana Ernesta, czy on, podobną podchwyciwszy, ożenił by się, chociażby z najukochańszą mu osobą. Co się tycze pojedynku, Gryżda otwarcie oświadczył, że bić się nie umie i nie będzie, a napaści starać się musi uniknąć, saméj pogróżki mogąc sądownie poszukiwać.
    List był zimny, z logiką i zręcznością wystylizowany, czego niepodobna, było zaprzeczyć...
    Starego Pałczyńskiego niemal przekonał, że nie było już co robić z Gryżdą; młody zaś oświadczył, że publicznie obije albo spoliczkuje łajdaka...
    Ale — na co się to przydać mogło??
    Katastrofy téj Pałczyńscy, bądź-co-bądż, starali się nie rozgłaszać, spodziewając się, że, gdy rzecz pójdzie w odwłokę, zatrze się to, zapomni i złoży na tego łajdaka Gryżdę. Ale dochować tajemnicy, gdzie są słudzy, gdzie jeżdżą posłance, gdzie garderobiana pod drzwiami podsłuchuje, jest niepodobieństwem.
    Kończy się to na balamutném przekręceniu wiadomości, która idzie w świat pod postaciami, jakie jéj złość, dowcipkowanie i fantazya nadają. Tu zaś były pewne dane, które nie dozwalały wiele się omylić w domysłach.
    Przybycie Kostka... potem Gryżdy... naprowadzały na drogę...
    — Gryźda się żeni — nie żeni. Zerwał... Popstrzykali się... mówiono w sąsiedztwie. Kostek tam palec umoczył... o! to frant! zemścił się na pannie, która go dawniéj odpaliła.
    Tak powtarzano w sąsiedztwie, dopóki pan Ernest, podchmieliwszy sobie u jednego z przyjaciół, wszystkiego nie wyśpiewał od a do z.
    Miało się czém zabawiać sąsiedztwo... Tymczasem w Dubińcach panowała trupia cisza, przerywana tylko nielitościwemi gniewy i łajaniem; Gryżda za próg się wychylić obawiał, choć interesa go zmuszały, lękając się spotkania z Ernestem, który w istocie czatował nań w miasteczku dni kilka...
    U niego nie bywał nikt, życie stawało się męczarnią tém straszniejszą, że z niego żadnego wyjścia nie widział... Trzeba było niepospolitego hartu duszy, aby ciężar ten dźwigać... Od rana do wieczora jedna myśl, tłocząca mózg, uciskająca serce: co począć? Wspomnienie Romany stało się znowu gorętszém, dokuczliwszém, boleśniejszém...
    — Gdybym choć ją miał? życie było-by mi znośniejszém! — wzdychał. Dwa tygodnie upłynęły od wymiany listów z Pałczyńskimi, gdy pan Zenon, bijąc się z sobą, walcząc, namyślając, wpadł na to wreszcie, że córka nie była pełnoletnią, że opuszczać domu rodzicielskiego nie miała prawa, i że danie jéj przytułku przez Sędzinę mogło się uważać za — pogwałcenie jego rodzicielskiéj opieki...
    Z tém nie woźna się było udać gdzieindziéj, jak do Naczelnika powiatu, kniazia Bezdonowa. Jak się on obchodził z Gryżdą, widzieliśmy u Natana... lecz... zdawało mu się, że w tym razie... musiał wziąć jego stronę...