z przebieżeniem przestrzeni dzielącej Żytomierz od Kijowa, gdzie pani Justyna, siostra Ludwika oczekiwała już na nich.
Marszałkowa — gdyż mąż jej nosił ten tytuł trzema wyborami mu przyznany, miała dom na stopie bardzo pańskiej. Była to osoba majętna, już nie młoda, jedną córkę mająca zamężną, a drugą na wydaniu. P. Marya i Różyczka znały się mało i widywały rzadko. Charaktery też i wychowanie, różniły je od siebie. Utalentowana, świetniejąca w salonach, śmiała, piękna, ale tą pięknością młodości, która nic nie mówi. P. Marya miała pozornie wyższość nad wieśniaczką — w istocie Różyczka nieskończenie ją przechodziła umysłem i zdrowem pojęciem życia.
Marszałkowa, która znała siostrzeniczkę ślicznym wesołym trzpiotem, — nie mogła jej teraz poznać, tak była zmienioną. P. Ludwik opowiadał z trwogą, że zachorowała w Żytomierzu.
Nazajutrz przybył doktór.
Stary to był praktyk, wiele mający pięknych pań w swojej opiece.
Różyczka o chorobie swej nic mu powiedzieć nie mogła — on znaleść nic innego nie umiał nad wielkie podrażnienie nerwowe.
Pytał ojca — ale ten się zaprzysięgał, że żadne wrażenie moralne nie mogło być przyczyną choroby — bo ta zjawiła się po spokojnie spędzonej nocy w Żytomierzu. Wieczorem była wesołą, nagle wstała tak nie do pojęcia zmieniona.
— Trzeba więc czekać, aby coś dyagnozę umożeb-
Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/77
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.