Przejdź do zawartości

Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

kartoflu, który także jest bardzo poczciwy, czasem smaczny — ale trudno powiedzieć, by był ładny.
Począwszy od stroju, który nigdy nie raził niczem wyszukanem i jaskrawem, gdy nieszczęśliwy Narcyz miał słabość do niebieskich krawatek — aż do twarzyczki klasycznie pięknych rysów, czarnych oczów, w których błyszczał rozum i życie — wszystko w p. Salezym uderzało wdziękiem naturalnym dobrego smaku.
Różyczka tylko tego nie mogła dostrzedz, że w Narcyzie było wiele szczeroty i uczucia, a w nim stłumiona namiętność dawała ton fizyonomii.
Miał lat dziesięć ten śliczny chłopak, gdy go już służba, z którą pieszczoszek obcował, popsuła... Matka, zajęta sobą naówczas — i później, więcej dbała o wyrobienie mu powierzchowności dystyngowanej, niż charakteru. Można było powiedzieć, że całe życie uczył się kłamać tylko, a sztukę tę doprowadził do tak wysokiego stopnia, iż był w niej mistrzem.
Zmuszony oszukiwać matkę, wierzycieli, przyjaciół i przyjaciółki, miał wprawę nadwyczajną.
Mógł się z niego zapewne wyrobić później człowiek bardzo przyzwoity, ale tymczasem był to tylko, goniący za wszystkiemi życia przyjemnościami śliczny panicz, który nie myślał o niczem, prócz — używania.
W towarzystwie męzkiem słynął z pomysłów często tak śmiałych, a dziwacznych, iż się stały historycznemi.
Lecz, gdy potrzeba było być skromnym, spokoj-