Gdy się sami znaleźli, rozmowa wszczęła się o religijnych przedmiotach... Mostowniczy półgębkiem, zaczął różne wątpliwości podsuwać, i wydał si ze sceptycyzmem ironicznym.
Kapucyn gwałtownie nawracać go nie zamierzając, tak zręcznie jego wątpliwości nicował, że je doprowadził do absurdum.
Pomogło mu to, że gwałtownym nie był — mimo temperamentu żywego, zbadawszy z kim ma do czynienia — postępował ostrożnie. Okazało się, że Mostowniczy dużo czytał i miał pokrzywione pojęcia o rzeczach wiary i moralności.
Ojciec Innocens nad tem bolał, i mówił więcej do uczucia, niż do rozumu, który że był zwichnięty i nielogiczny, stał się sprężyną złamaną, i przez nią do wnętrza już się dostać nie było można.
Nie narzucając się wcale za lekarza duszy, ojciec Innocens tak umiał się Dydakowi przypodobać, tak go ujął, że — co nigdy nie bywało, zaprosił go, żeby znowu kiedy odwiedził Horodyszcze.
Kapucyn się przyobiecał.
Nim jednak przybył znowu, biedna Pulcherya, której z tym nieodgadnionym mężem bardzo było źle na świecie, z łez tajonych, z nieustannego strachu — z braku jakiejkolwiek pociechy, zachorowała ciężko. Posłano po lekarza do Dubna, przybyła Wyrzyska, Mostowniczy nie żałując na nic, na wszystkie strony gnał po lekarstwa i lekarzy, o których, gdzie zasłyszał — lecz wszystko to nie pomogło — biedna kobieta po kilkudniowej chorobie — umarła.
Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/38
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.