Przejdź do zawartości

Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

derskim banku, bo sumy mu ztamtąd przekazane za pośrednictwem Tepperów podnosił.
Tymczasem o przeszłości jego dowiedzieć się nie było sposobu. Zagadnięty o nią, marszczył się, nastawiał ostro i wprost odpowiadał grubiańsko.
— Cóż to? spowiedzi mnie chcesz słuchać? Co człek robił i przeżył to między nim a panem Bogiem, nie należy to do nikogo.
Właśnie, gdy się to działo, u Kapucynów w Starym Konstantynowie zjawił się z innego konwentu tam przysłany ojciec Innocens. Mnich to był jakich po zakonach żebraczych nie wielu się trafiało wówczas, bo do nich, jako do mniej nauki i wykształcenia wymagających, szli ludzie prostaczkowie, często ducha potężnego, pobożności i świątobliwości wielkiej, ale nie zbyt uczeni i ogładzeni.
Brat Innocens, o którego pochodzeniu nie mówiono — był to mąż i ascetyzmu niezwykłego i nauki nadzwyczajnej, teolog, kaznodzieja, dyelektyk potężny. Miał dar wymowy, powagę, i coś takiego w sobie, co nakazywało poszanowanie.
Nieulękły i nieugięty — był postrachem złych, bo wcale się nie oglądając na ich stanowisko i znaczenie, nielitościwą prawdę rzucał im w oczy. Znanem to było, że gdy raz panu wojewodzie... coś bardzo przykrego powiedział publicznie, radząc mu się kajać i poprawić, dumny panek odgrażać się począł nań batogami.
Zasłyszawszy o tem ojciec Inuocens, przyszedł do