ciadle i zaklęła na wszystko aby do pokoju powracać. Szepnęła cicho Wyrzyskiej, że mąż jej, który po nocach niesypiał, drzemał po obiedzie i że ona z tej chwili skorzysta, aby się wymknąć do niej.
Tak się też stało. Wyszła po cichu na palcach z pokoju, trwożliwie się oglądając za siebie Mostowniczyna i wsunęła do sypialni, w której na nią czekała stryjenka. Drzwi przymknęła, aby głośniejsza rozmowa nie doszła do pokoju gościnnego. Wyrzyska czekała niespokojna, bo jej niezmiernie żal było kobiety, którą mąż wyswatał z dobrego serca... nieprzewidując co ją spotkać mogło.
— Powiedz że ty mi, na rany pańskie — poczęła ręce łamiąc poczciwa stryjenka — powiedz mi, nie kryjąc się z niczem... co to jest? Ten niepoczciwy człek męczy cię, tyranizuje? zły jest dla ciebie?
Mostowniczyna stała niema...
— To go porzuć do licha, i z jego bogactwami! — ciągnęła dalej — u nas znajdziesz zawsze dom jak swój... Kilka zaledwie miesięcy upłynęło, ty do siebie nie jesteś podobna!
Pulcherii łzy się kręciły w oczach.
— Stryjeneczko — odezwała się po cichu — jestem nieszczęśliwa, to prawda, ale nie z tego powodu, którego się domyślasz... Dydak dla mnie najlepszy — Bóg widzi. Gdybym niewiem czego zażądała, stara się wszystko spełnić, nieba by mi chciał przychylić... On! on dla mnie wcale zły nie jest. Nie... ale... ale...
Mostowniczyna zająknęła się, jakby jej było trud-
Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/30
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.