a tamci stracić... Cóż? w takim razie odepchniesz ich i znać nie zechcesz?
Podkomorzy korzystając z tego, że się ten stosunek, choć daleki zawiązał, napisał bardzo grzeczny list do pana Sebastyana, dziękując mu za to, że mógł synów jego poznać — a zapraszając razem, aby data occasione, gdy czas pozwoli, chciał go odwiedzić. Na pismo trzeba było odpisać.
P. Sebastyan o ile swadę miał łatwą, z piórem obejść się nie umiał, i nie lubił pisaniny.
Proboszcz naturalnie wezwanym był do narady — i wpłynął na to aby odpowiedź kwasu w sobie nie zawierała.
Sęk był w tem, że za grzeczność należało odpłacić pięknem za nadobne, i koniec końcem, kiedyś do Rokitnicy pojechać w odwiedziny.
Ile to zdziczałego Derśniaka kosztowało, jak się tem męczył, zwlekał, odkładał, a nareszcie postanowiwszy jechać, chciał ubogo umyślnie wystąpić a dumnie, aby od siebie odstręczyć... o tem siłaby mówić. Domyśleć się łatwo wszystkich ceregielów, narzekania — i męczarni człowieka, który nigdzie nie bywał, od ludzi odwykł był i najgorsze o nich miał wyobrażenie.
Szczęściem Podkomorzy do tego wszystkiego przygotowanym był i umiał się obejść z p. Sebastyanem... Na pierwszym wstępie ujął go tem, że ze swą zamożnością domową się nie popisując, przyjął go serdecznie, jak brata ale z prosta, po gospodarsku. Nie mogła też krew nie przemówić i uczciwy na uczciwym nie mógł się nie poznać.
Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/295
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.