I jak Podkomorzy powiedział, tak się stało — p. Sebastyan na nogi stanął.
Nie wpłynęło to wiele na zmianę obyczaju domowego. Kochał się już w swojem ubóztwie, i ani sobie, ani dzieciom folgować nie chciał — żonie tylko po troszę długie jej prywacye nagradzać się starał.
— Mówcie sobie co chcecie — powtarzał, ubóztwo jest rzeczą zdrową. Nie mówię o nędzy — bo ta nieszczęściem jest, ale taki stan, w jakim ja niemal całe życie strawiłem, — bo mi chleba i omasty nie brakło, głodu nie było a przysmaków nie łaknęliśmy — człowiekowi na duszę i ciało najpożyteczniejszy. Kapcany tylko w ubóztwie kapcanieją — a człowiek, imienia tego wart — krzepi się niem.
Synowie p. Sebastyana wyprawieni do szkół Bialskich, potem do Lublina, spotkali się tam z dziećmi dwu synów Podkomorzego — i Derśniaki z Derśniakami poznajomili.
Gdy pierwszy raz, przybywszy na święta przywieźli o tem wiadomość do domu, skrzywił się mocno p. Sebastyan.
Nawykł był z ojca, dziada, tamtą gałęź Rokitnickich za nieprzyjazną i zwaśnioną uważać. Dzieci, które o tem nie wiedziały, chwaliły młodych Derśniaczków i cieszyły się ich znajomością.
Nie wypadało im zakazywać wszelkich z niemi stosunków — jednakże Sebastyan ostrzegł, aby się bardzo nie poufalili z bogatszemi, — i nienarazili na awanję jaką.
Tymczasem wnuki Podkomorzego, mające zapewne
Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/293
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.