Humor to był, którego nic zamącić i zachwiać nim nie mogło. Gdy go najnieprzyjemniejsza niespodzianka spotykała, najczęściej śmiał się — i gotów był, jak ów bohater ballady ― zawołać.
— To lubię!
O przeszłości swej nie rad mówił, ale z opowiadań mnogich, bo był gaduła wielki, wnioskować było można, iż nie z jednego pieca chleb jadał. Wszystkich znaczniejszych rodzin stosunki znał doskonale, o osobach wielce czynnych w końcu XVIII w. wspominał jakby się o nie poufale ocierał... ale się z niczem nie chwalił i o sobie unikał szczegółów. Znał doskonale prawo, jak gdyby się niem zajmował, ale i wojskowy chleb nie był mu obcy; na ostatek, jak każdy szlachcic, gospodarzem też był wcale niezgorszym.
W nowości żadne nie wierzył, tradycyi za to rolniczych, przepowiedni, wskazówek, przysłowiów, skarbiec w nim był nieprzebrany.
Laudator temporis acti, miał jednak tyle rozumu i tak jasne rzeczy pojęcie, że na nowy porządek i zmiany jakim świat ulegał — nie narzekał, ani je lekceważył. Widzi, kochany pan, mawiał, to co było za naszych czasów wszystko się kupy trzymało i razem wzięte potrzebne było — starego z nowem zszywać nie można. Zaczął się świat przerabiać, to musi z gruntu. Mnie to już wszystko jedno, bo ja metamorfozy, choćbym był ciekaw, nie dożyję.
Pogoda i wesołość Pancerzyńskiego były mi w mojej owczesnej samotności bardzo pożądane. Przynosił
Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/268
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.