Pomyślała niby trochę.
— Gdybym wiedziała, że pan Mostowniczy dobrym mężem będziesz? czemuż nie.
Stary się skrzywił.
— Albo ja wiem! — odparł sucho.
Spójrzeli na siebie. Ze strachu aby się nie cofnął, panna podała mu rękę. Wahając się nieco, wziął ją Mostowniczy, a filut Wyrzyski, który bodaj pode drzwiami czatował, wpadł tak w porę, iż Mostowniczemu nie zostawało już nic nadto — tylko się stryjowi oświadczyć.
Nastąpiły tedy zaręczyny. Pan Dydak przepyszny pierścień zdjął z palca, pani Wyrzyska dała synowicy od siebie nie brzydki także. Mostowniczy zażądał, aby ze ślubem niezwłóczyć.
Starano się o ile możności mu akomodować. Jednakże stryj w interesie sieroty wymógł zapis na majątku, oprawę — i na jednej wsi dożywocie...
Wszystko więc złożyło się tak jak było zawczasu osnutem i pożądanem, a kto to ludzkie serce odgadnie? panna Pulcherya wcale się nie wydawała szczęśliwą, choć ciągle ją łajano za to... Mostowniczy coraz się jej wydawał straszniejszym — osobliwem było i to, że choć niby pannę miłował, ale tak jak się spodziewano — łapek przed nią nie położył. Był grzeczny ale zimny i zawsze smutny. Też same zmarszczki na czole, to samo skrzywienie w ustach i wejrzenie ostre miał takież jak dawniej... Panna przy nim czuła się onieśmielona — drgała w duszy...
Wesele stryj chciał wyprawić huczne. Dydak się oparł.