Ale z losem walczyć!
Przerwałem mu nieśmiało.
— Czemże mu służyć mogę?
— W tej chwili, naprzód odrobiną cierpliwości — przerwał śmiejąc się. Widzi pan, walczę mężnie z losem. Gdybym był sam, niczem by to było, ale anioł niewiasta związała los swój z moim, zwierzyła go mnie. Mam dziecinę śliczną... a tu — niesposób dobić się do niczego!
Uśmiechał się mówiąc to.
— Nie rozpaczam — dodał — daleki jestem od tego. Gdybym nawet został pochłonięty przez fale i poszedł na dno — anioł mój weźmie w spuściźnie imie, ― które kiedyś wypłynie...
Dziś — niepodobna się wybić z tłumu. Poezyi Milikowski drukować nie chce, kompozycyi moich nie mogę wydać — aby koncert dać, potrzeba środków i poparcia.
Dorozumiewając się o co chodziło, zwolna zacząłem dobywać pugilares, lecz zobaczywszy ten ruch, pan Dereczko, rzucił się gwałtownie.
— Niechże mnie pan wysłucha — zawołał — nie idzie tu o żadną żebraninę, ale o objawienie się ludziom, o wyzwanie ich sądu. Pomiędzy zebranemi tu choremi, jest wielu znawców i miłośników muzyki, może się ktoś znajdzie co zechce jej słuchać nie patrząc na człowieka..
Pragnąłbym dać koncert.
Poczciwy Deszkiewicz, gramatyk, pan dobrodziej go zna — chce się nim zająć — przyjdź mi pan w pomoc...
Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/244
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.