oznak, za dobrą wróżbę. Wyrzyski ze śpiewu asumpt biorąc na ucho opowiedział po krótce historyę synowicy swej, sieroty, panny osobliwie od Boga udarowanej i stworzonej na to aby człowiekowi zacnemu szczęście w dom wniosła...
— Ale — kończył — na takich perłach się ludzie nieznali.
Mostowniczy coś zamruczał tylko nie zrozumiałego.
Nazajutrz rano przy śniadaniu parę razy spojrzał na pannę i wzrok jego spotkał się z jej oczyma... Na tem się skończyło wszystko... Po odjeździe starego czyniono wnioski różne — nie desperował Wyrzyski, panna była zadumana. Trzeba było czekać — co dalej.
Tymczasem przyszła wiosna. Panna Pulcherya siedziała u Wyrzyskich — zapraszany usilnie p. Dydak nie zjawiał się. Plenipotent więc, wedle jego własnego wyrażenia szulerskiego — zagiął łapę. Stworzył jakiś interes z powodu granicy Stawiska, udał chorego — i zmusił Mostowniczego do przybycia...
Tym razem p. Pulcherya jako dawnego znajomego przyjęła go poufalej, a miała okazyę zbliżenia się, gdyż sama Wyrzyska jeszcze chora po odbytej słabości, nie ukazywała się. Zastępowała więc gospodynię.
Nadzwyczaj to jej było na rękę. Zaraz pierwszego dnia zmusiła Mostowniczego do dłuższej z sobą rozmowy i... zdawało się jej, że znacznie zmiękł.
— Zobaczysz, stryjeneczko — mówiła uradowana wieczorem — zobaczysz — musi łapki położyć przedemną.
— A! piękne łapki! — śmiała się Wyrzyska — ta to łapka jak u parobka.
Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/24
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.