ścić czynić mu krzywdy i sama tego pilnowała, aby mu nie zbywało na niczem.
Korzystali z tego ludzie, bo on nadzwyczaj mało potrzebował dla siebie.
Naprzód bardzo surowo obchodził wszystkie posty ― potem we dnie zwykle karmił się lada czem i skąpo.
Oprócz wody, nie pijał nic.
Nie chorował nigdy... a przynajmniej się nie skarżył na nic.
Do posług wszelkich, mimo wieku, gotów był zawsze, byle one nie wymagały rozprawiania z ludźmi. Do mówienia w ogóle nie był skory.
Nadszedł rok 1812, gdy francuzi kraj zaleli. Pochód ich w głąb Rosyi nie dotknął Starosielca, ale w powrocie, gdy rozbite wojsko się rozsypało i pokształciły te bandy maroderów, które na dwory napadały i dokazywały strasznie, — musiała stolnikowa z córką i wnukami uciekać do miasta. W obawie o los starego, chciały go zabrać z sobą.
Pan Kwiryn podziękował.
— I — ja tu sobie z niemi rade dam, rzekł, gdyby uchowaj Boże mieli przyjść.
Uparł się i pozostał.
Stolnikowa dowiedziała się przed powrotem swoim, że w istocie banda maroderów napadła na dwór, lecz — stała się rzecz jakaś nie pojęta i nie zrozumiała. Ekonom opowiadał, że pan Kwiryn wyszedł w ganek naprzeciw francuzów, jakby inny człowiek i — on co zawsze mówił cicho i bojaźliwie, jak zaczął krzyczeć, łajać