dno. Kwiryn, który po całych nocach siadywał przy bracie, po śmierci jego, gdy wszyscy potracili głowy, jeden sam zajął się pogrzebem i wszystkiem co on ciągnął za sobą. Stolnikowa mająca dożywocie na majątku, pozostała sama — Kwiryn naówczas objawił nieśmiało chęć oddalenia się gdzieś na dewocyę, pod kościół, i ledwie, z wielką trudnością, można go było zatrzymać.
Więcej niż kiedykolwiek usunął się od ludzi, — i albo w kościele siedział lub w swojej izdebce pod piecem z różańcem w ręku.
Całemi dniami czasem nie ruszał się z miejsca — a po nocach, że mało sypiał, słyszano go chodzącego po izdebce... cicho, cierpliwie, bo nigdy niczego dla siebie nie żądał i o nic nie poprosił.
Usłużono mu, przyjmował to z uniżonością i pokorą jak łaskę — zapomniano o nim, co się bardzo często przytrafiało — ani pisnął. Ludzie, rachując na to, nie bardzo pośpieszali na jego usługi, zaniedbywano się, dawano mu co drugim z nosa spadło — on ze wszystkiego był rad.
Nigdy go niewidziano smutnym, choć zawsze miał pewną powagę, uśmiechał się, rad i drugich starał się rozweselać.
Ludzie zwykle podobnemi jemu poniewierają — nie lepiej się i z nim działo, lekceważono staruszka — a służba drwiła sobie z niego, co on pogodnie i dobrotliwie znosił.
Jedna stolnikowa, miała na to oko, żeby niedopu-
Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/233
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.