widziały, znajdowały nawet wcale — nie wstrętliwym.
Wyrzyski, człowiek nadzwyczaj przebiegły, a umiejący korzystać z każdej rzeczy — miał już plan osnuty.
Córka jego była za młoda, liczyła bowiem dopiero dwunasty rok — o tej poświęceniu nie było co myśleć, ale miał synowicę pannę Pulcheryę, która się na dworze książąt wychowywała, grała na klawikordzie, spiewała arye francuskie i włoskie i, choć nie zbyt piękną, rezolutną była bardzo a umiejącą przywabić. Odwiedziwszy Mostowniczego, miał zamiar prosić go do siebie, sprowadzić Pulcheryę, zatrzymać starego dni parę, i skojarzyć małżeństwo. Wiedział, że panna oburącz by się chwyciła takiego maryażu. Miała lat urzędowych, dwadzieścia pięć, rzeczywistych dwadzieścia ośm — i, po kilku romansach nieszczęśliwych czasu pobytu u księstwa, do niczego już nie wzdychała, tylko do wydania się bogato.
Wszystko to tak pięknie ułożywszy, Wyrzyski zaraz z kontraktów, pomimo, że puszczało strasznie i droga była szkaradna — ruszył do Horodyszcza.
Znał on je w ruinie, a choć zimową porą, nie mogło się to pięknie zaprezentować, zbliżywszy się do starych okopów, dwór otaczających — osłupiał i przeżegnał się.
Nowe to Horodyszcze snem mu się wydało.
Wśród okopów, na których ogromne, stare drzewa wyrastały, stał dworzec, pałacowaty, z basztą na wie-
Strona:PL JI Kraszewski Mozajka.djvu/21
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.